środa, 14 października 2015

To właśnie ze mną jest coś nie tak


Dziś będzie o karmieniu piersią.

Od kiedy przekroczyliśmy magiczną granicę pierwszego roku życia Tymka moje życie jako matki ciąglejeszczekarmiącej przestało być tak sielankowe jak do tej pory.

Wczoraj jeszcze wszyscy wokół wspierali i każdemu było obojętne co moje dziecko je i ile razy wcina moje mleko, ale dziś jest już trochę inaczej.   I oczywiście wszelkich ewentualnych nieprawidłowości i odchyleń od jedynej słusznej normy winna jestem ja - matka.

- To Pani jeszcze karmi? Pora z tym porządek zrobić, bo to duży chłop.
- Ale to daje mu Pani coś jeszcze? (bo przecież jak matka długo karmi to na pewno jest wariatką i nic innego do jedzenia dziecku nie daje)
- Czy aby nie za często? 
- Czy aby nie za mało on je? 
- No to powinnaś go przetrzymać.

Takie oto sugestie zaczęłam słyszeć od tej magicznej granicy Tymiankowych urodzin.

Do tego doszły nasze rzeczywiste trudności związane z pobytem w szpitalu, nieżytem układu pokarmowego u Tymka, potem u mnie, związaną z tym przymusową rozłąką, łzami Tymka i okropnym samopoczuciem nas wszystkich.

Z matkami niestety jest tak, że wystarczyć im mogą same sugestie, że coś robią źle. Resztę dopowiedzą sobie same.

Ze mną niestety też tak było.

- Może jednak za często go karmię? 
- Może to właśnie przez to czasem tak mało je? 
- Nie chce zasypiać z tatą kiedy mnie nie ma, może to jednak przez to że ta pierś...

Naprawdę zaczęłam wątpić w siebie. Straszne uczucie.
 
Potem było już zupełnie spokojnie, wszystko wydawało się wrócić do normy.

Ale kiedy Tymek zaczynał ciągnąć mnie za bluzkę w "nieodpowiednim" czasie, znów w głowie pojawiała się myśl "może za często?". Albo ilekroć nie chciał jeść śniadania, znów moja głowa podpowiadała "może za mało?"

A za tym szły konkretne małe kroczki, drobne decyzje i dużo trudnych emocji.

- Znów cycy? Teraz nie.
- No zjedz jeszcze troszeczkę.
- Kurde on znów nie chce jeść, już nie wiem co mu dawać.
- Wkurza mnie to dziecko, sto rzeczy mu podsuwam a on nic nie chce, weź go ty nakarm .

Jestem zszokowana tym jak łatwo dałam sobie wmówić, że to ja na pewno coś robię źle.

I to pomimo tego, że moja decyzja o długim karmieniu piersią jest bardzo świadoma. Pomimo tego, że dużo  wiem o korzyściach płynących z długiego karmienia i to zarówno tych zdrowotnych, jak i tych "dla więzi". Pomimo tego, że wiem też sporo o rozszerzaniu diety i o tym jakie znaczenie ma uznanie, że "to dziecko decyduje czy i ile zje".

Pomimo tego wszystkiego, kiedy pojawiły się trudności, od razu skrzętnie przyswoiłam sobie przekonanie, że to właśnie ze mną jest coś nie tak i to na pewno ja robię coś źle. Bo jeśli pojawiają się jakieś trudności, to przecież właśnie ja - matka jestem za to odpowiedzialna, nie?

Bardzo trudno przy takich emocjach i tego rodzaju wątpliwościach trzymać się tego co się wie, i czego się chce.

Tak, to był bardzo trudny dla mnie czas.

Ale przetrwaliśmy i trwamy dalej :) Pomimo tych wszystkich wątpliwości, emocji i trudności.

Przede wszystkim dlatego, że zamiast słuchać wszystkich ekspertów wokół po prostu staram się być z moim synem. Staram się być tu i teraz a nie tam - w świecie moich obaw i gdybania. Bo co jest bardziej potrzebne mojemu synowi? Sfrustrowana matka licząca ile karmień i ile łyżek? Czy raczej dobra atmosfera, spokój i świadomość, że jego potrzeby są ważne?

Kiedy za bardzo się zapędzam w swoich obawach, że może za często, za dużo, albo za długo, robię krok do tyłu. Przecież tu o tego małego człowieka idzie i o to co jest między nami. Oddycham głębiej, i uśmiecham się do siebie. Przypominam sobie co wiem i czego chcę dla mojego syna i dla relacji, która nas łączy.

To mi zawsze trochę pomaga :)

A  w ostatnią sobotę mieliśmy okazję przekonać się, że nasza droga jednak całkiem fajnie się sprawdza. Tymek cały dzień spędził z babcią i dziadkiem - bez mamy, bez taty, bez cycy, i bez... łez :) Za to z wyrażoną podskokami radością  z naszego powrotu no i oczywiście mleczną sesją niedługo potem :) Był rosół, była pomidorowa, do tego pewnie tona chrupek i herbatników :) Była drzemka, bez cycy. Za to w wózku i z babcią, której ta sztuka udała się 5 razy szybciej niż mnie :)

Pierwsza taka długa rozłąka z nami i z piersią, która przecież tak bardo ma go uzależniać od mojej nieustannej obecności... :)

 Daliśmy radę synku. I to jak daliśmy :)

Wszystkim mamom, które zdecydowały się na długie karmienie piersią albo rozważają taką opcję polecam Blog Hafija. Mamom, które mają trudności z karmieniem, ale chcą karmić też go polecam :) 










17 komentarzy:

  1. 19 miesięcy - dziwne spojrzenia się zdarzają. Zwłaszcza, że mały już mówi i tworzy zdanie: "Mamusia da cycusia"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olać spojrzenia, grunt, że mamusia da cycusia ;)

      Usuń
  2. Karmienie piersią wspominam jako jeden z najcudowniejszych okresów w moim matczynym życiu.
    Karmiłam młodszego synka ponad 2 lata. Nie uważam bynajmniej że jestem w tym temacie niedouczona lub zacofana. Wszystkie dobre rady puszczałam za siebie.Mój synek ma piękne zdrowe ząbki i sporą odporność. Nie żałuję ani dnia.To napisałam ja położna i mama.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od początku karmienia słyszę, że mam za chude mleko i Mały się tym nie naje, więc głodzę swojego syna. Na sugestie by podawać mleko modyfikowane zawsze kiwam z zadumą głową i dalej robię swoje :)
    Pozdrawiam Ania K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :) ja na początku wszystkich próbowałam przekonać, że mam rację, teraz też już czasem przemilczam, w końcu każdy ma prawo do własnego zdania.

      Usuń
  4. Jak się cieszę, że trafiłam na ten wątek na Twoim blogu. To co opisujesz przeżywam z córeczką aktualnie (13 miesiąc) - niemal jakbym sama to napisała. Dodałaś mi otuchy i trochę utwierdziłaś w dalszej drodze mlecznej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, trafiłam na ten wątek na Twoim blogu. Dokładnie tę samą sytuację przeżywam aktualne z moją córeczką (13 miesięcy) - jakbym sama to napisała. Dodałaś mi otuchy i dodatkowej wiary w to że nasza droga mleczna jest słuszna. Powoli uodparniam się na mniej lub bardziej delikatne sugestie i dobre rady, ale czasem nachodzą wątpliwości, bo to pierwsze dziecko,brak mi doświadczenia etc... Dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem :) Ważne żeby robić tak jak się czuje, a nie pod wpływem cudzych opinii. Powodzenia :)

      Usuń
  6. Ja też nadal karmię naszego Tymka i też słyszę już głosy, ze przecież najwyższa pora przestać. Nie zamierzam :) i tak jak u Ciebie miałam już niejedną rozkminę czy on wystarczająco dużo zjada. Miewa chwile, że nie potrafi beze mnie zasnąć, jest płacz i bez cyca nie ma opcji na spokój, ale w ciągu dnia póki pracuję na pół etatu, 5 godzin spędza z babcią i zasypia bez problemu w łóżeczku - przy mnie nigdy, zawsze na łóżku przy cycu, inaczej nie chce. Więc skoro jest zdrowy, ma apetyt na wszystko i czasem w ciągu dnia poprosi o cyca (wieczór i noc to kp obowiązkowe, Tymko potrafi obudzić się w nocy i 4 razy na pierś ale przywykłam), nie planuję póki co przestawać. Lubię te nasze wspólne chwile :) Słyszałam też, że moje mleko jest już jałowe, Tymek się nie najada, dlatego budzi się w nocy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia dobrze od Was słyszeć takie wieści :) Kompletuje nam się grupa wsparcia na trudne chwile :)

      Usuń
  7. U nas już 20 miesięcy i to bliźniaczki,ale chyba każdy wokół widzi,że nie jestem (już) podatna na komentarze,więc nikt nie komentuje😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że ja też powoli się oswajam z tym, że nie każdy będzie podzielał moje zdanie w tej kwestii, choć pewnie jeszcze długa droga przede mną. Po pierwszych trudnościach podchodzę do tego dużo spokojniej, a na pewno pomagają mi w tym historie jak Wasza :)

      Usuń
  8. Mamusia daje cycusia, kiedy dziecko tego potrzebuje. My zbliżamy się do roku karmienia. Już czekam na te komentarze, jeśli ktoś się odważy skomentować, bo moje riposty zwykle są dosyć cięte :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam niestety problem innego kalibru. Na macierzyńskim byłam tylko 4 miesiące. Od 3 już pracuje i... kończy się mleczko. Walczę, odciągam, Maluch się wierci, denerwuje, odrywa od piersi. Odciągam ile się da (coraz mniej) i podaję mu w butelce, gdy już naprawdę żadnym sposobem nie chce ssać. Do tego dochodzą potworne dylematy wewnętrzne: że już nie będę mu potrzebna... ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamietaj, że o jakości więzi z dzieckiem decyduje przede wszystkim to czy opiekun szybko i niezawodnie reaguje na wysyłane przez dziecko sygnały. Więcej o tym tutaj http://psycholognamacierzynskim.blogspot.com/2015/09/na-dobry-poczatek-kilka-faktow-o.html
      Karmienie piersią może w tym pomagać, ale to nie pierś decyduje o naszej relacji z dzieckiem tylko my :) Znam wiele przykładów relacji mama - dziecko (choćmy moja siostra i jedna z jej dwóch córek) w których karmienie piersią w ogóle się nie powiodło, a relacja między nimi jest bezpieczna i stabilna. Trzymaj się :)

      Usuń